|
Zdarzenia-Ksiażki-Ludzie
LEPIEJ
JUŻ BYŁO
Damian Leszczyński
Roger Scruton, Co znaczy konserwatyzm,
tłum. Tomasz Bieroń, Zysk i S-ka, Poznań 2002, ss. 278
Roger Scruton, angielski pisarz, filozof, felietonista i kompozytor,
znany jest polskiemu czytelnikowi zaledwie z kilku książek, w których
wszakże dał się poznać jako znawca, a zarazem krytyczny i dowcipny
komentator współczesnej myśli. Opublikowana po raz pierwszy w 1980
roku książka Co znaczy konserwatyzm to - jak podkreśla sam autor
- pozbawiona filozoficznych ambicji próba zwięzłej charakterystyki
programu politycznego konserwatyzmu. Poczynając od ogólnych rozważań
dotyczących swoistości postawy konserwatywnej, poprzez omówienie
roli autorytetu, lojalności i prawa w funkcjonowaniu państwa, a
kończąc na uwagach dotyczących wolności, własności, instytucji oraz
edukacji, angielski filozof próbuje wykazać wyższość konserwatyzmu
nad konkurencyjnymi programami politycznymi - socjalizmem, a przede
wszystkim liberalizmem.
Na poziomie szczegółowych rozwiązań Scrutonowska wizja politycznego
konserwatyzmu przedstawia się interesująco. Konserwatyzm odwołuje
się do pewnego "naturalnego" rozsądku człowieka i "intuicyjnego"
postrzegania świata, z czym niełatwo polemizować, wiąże się to bowiem
z koniecznością wykazania wyższości spekulatywnej wizji lepszego
jutra nad ugruntowanym przez praktykę i tradycję przyzwyczajeniem
do tego, co jest. Wielu zżymało się na swoistą głupotę owego zdrowego
rozsądku, każącego przedkładać choćby i uciążliwe, lecz wypróbowane
rozwiązania nad propozycję cudownych modernizacji, widząc w nim
podstawową przeszkodę na drodze postępu społecznego i gospodarczego.
Niemniej jednak akurat w szeroko rozumianej polityce, zupełnie inaczej
niż choćby w nauce czy technice, owo przywiązanie do tradycji połączone
z nieufnością wobec nieznanych, a przez to i nieprzewidywalnych
efektów reform i rewolucji bardzo często okazywało się zasadne.
Pospolity zdrowy rozsądek okazywał się bardziej rozumny niż akademicki
racjonalizm projektantów utopii. O ile bowiem, choć nie bez zastrzeżeń,
można się zgodzić, że postęp naukowy, znajdujący odzwierciedlenie
w technice czy medycynie, w jakiś sposób czyni życie człowieka znośniejszym
i szczęśliwszym, o tyle rezultaty nowych rozwiązań kwestii politycznych
i społecznych są pod tym względem wysoce dyskusyjne. Astronomia
Kopernika i Galileusza, jeśli weźmiemy pod uwagę jej dalszy rozwój,
zdecydowanie przewyższa poprzedzające ją propozycje Ptolemeusza
czy Arystotelesa, nie mówiąc już o astrologii. Współczesna chemia
daje człowiekowi nieporównywalnie więcej niż dawna alchemia, niewielu
także znajdzie się takich, którzy byliby skorzy deprecjonować odkrycia
Pasteura czy Fleminga, domagając się zastąpienia współczesnej medycyny
systemem proponowanym przez Galena bądź Paracelsusa. Trudno jednak
stwierdzić, czy proponowane przez postępowców i reformatorów coraz
to nowe ulepszenia ustrojowe wyszły i wychodzą ludziom na dobre.
Kto więc nie wpadł w pułapkę myślenia o kwestiach społecznych w
ramach dualizmu "postępowe-wsteczne", kto jest w stanie oceniać
rzeczywistość podług wspomnianego zdrowego rozsądku, nie sprawdzając
za każdym razem, czy zgadza się on z obowiązującymi akurat kanonami
politycznej i akademickiej poprawności, ten prawdopodobnie zaakceptuje
przedstawione przez Scrutona konserwatywne rozwiązania takich kwestii
jak wolność, sprawiedliwość czy własność.
Socjalizm i liberalizm, nurty, z którymi autor cały czas konfrontuje
swoje propozycje, dostarczają, jego zdaniem, rozwiązań prostych,
ogólnych i przez to ponętnych. Liberalna zasada wolności, socjalistyczne
rozwiązanie kwestii własności, socjalliberalne poglądy na system
karny - wszystko to rozważane w sferze abstrakcji i hipotetycznych
konstrukcji może budzić entuzjazm, podobny temu, jaki wzbudzają
slogany wymalowane na sztandarach. Konserwatyzm natomiast cechuje
się tym, iż sztandarami takimi nie powiewa, znajdując w każdej nazbyt
ogólnej propozycji pewne "ale" i próbując ściągnąć proponowane rozwiązania
z nieba idei na ziemię konkretu. Liberalizm i socjalizm dają rozwiązania
ahistoryczne - pierwszy z założenia, drugi wbrew własnym deklaracjom.
Konserwatyzm jest, bądź ma być, polityką zanurzoną w konkrecie -
ma za zadanie rozpatrywać problemy w określonym miejscu i czasie,
biorąc pod uwagę konkretnych ludzi. Konserwatysta, podobnie jak
Joseph de Maistre, twierdzi, iż widzi Anglików, Niemców, Polaków,
Chińczyków, ale nie dostrzega "Człowieka". Jest politycznym nominalistą
i sceptykiem. Kiedy liberał powiada, iż jednostka powinna dysponować
pełną wolnością w odniesieniu do własnej osoby i wolność tę ograniczyć
można tylko w celu zapobieżenia krzywdzie innych, konserwatysta
pyta, o jaką konkretnie osobę chodzi, gdzie i kiedy. Podaje w wątpliwość
możliwość jednoznacznego oddzielenia tego, co prywatne, od tego,
co publiczne, zastanawiając się przy tym nad wieloznacznością słowa
"krzywda". Kiedy socjalista wprowadza sprawiedliwość społeczną w
miejsce "zwykłej" sprawiedliwości, dowodząc, iż ta pierwsza polega
na tym, aby zabrać tym, co mają, i dać tym, co nie mają - dając
przy okazji sporo tym, co rozdają - konserwatysta znów pyta o konkrety:
czy ten, kto ma więcej, ma to dzięki uczciwej i ciężkiej pracy czy
też zdobył to w sposób niezgodny z prawem? Czy ci, którym chcemy
rozdawać dobra zabrane innym, są biedni nie ze swojej winy czy też
może sami wybrali taki los? Jeśli stwierdzimy - powiada - iż sytuacja,
w której jedni rodzą się bogaci, a inni biedni, w której ludzie,
wykonując różne czynności, zarabiają więcej bądź mniej, jest niesprawiedliwa,
pozbawimy samo pojęcie sprawiedliwości sensu. Musielibyśmy wówczas
uznać, że istnienie mądrych i głupich, ładnych i brzydkich, szczupłych
i otyłych, pracowitych i leniwych jest niesprawiedliwe. "Skoro talent,
sprawności, energia - a nawet samo przywiązanie do życia - są nierówno
rozdzielone, nierówno rozdzielona będzie też własność - fakt ten
możemy określić mianem >>niesprawiedliwego<<, tylko
powołując się na pojęcie >>sprawiedliwości społecznej<<,
a znaleźliśmy już racje po temu, by je odrzucić". Kiedy wreszcie
zsocjalizowany liberał wespół ze zliberalizowanym socjalistą głoszą,
iż kara ma na celu naprawę przestępcy, jego resocjalizację, ewentualnie
ochronę innych przed nim - w wyniku czego, jak pisze Scruton, obiektywna
zbrodnia przeradza się w subiektywny błąd - konserwatysta będzie
podkreślał, iż podstawową funkcją kary jest "naturalny odwet, który
uśmierza urazę i usuwa konieczność prywatnej zemsty". Kara "nie
służy zadośćuczynieniu za krzywdę (...), lecz wyrażeniu i rozładowaniu
powszechnego oburzenia".
Jeśli weźmiemy pod uwagę rozstrzygnięcia takich właśnie szczegółowych
zagadnień, zaproponowana przez Scrutona wizja polityki konserwatywnej
przedstawia się jako podyktowany zdrowym rozsądkiem wybór złotego
środka między skrajnościami socjalizmu i liberalizmu. Autor wiele
miejsca poświęca wykazaniu, iż prawdziwy konserwatyzm nie może być
tożsamy z liberalizmem i proponowaną przezeń teorią wolności, że
nie musi łączyć się nieuchronnie z doktryną wolnego rynku i kapitalizmem,
ale też nie może - wbrew socjalizmowi - obejść się bez poszanowania
własności prywatnej, zaakceptowania naturalnej nierówności między
ludźmi oraz kultywowania podtrzymującej czasem tę nierówność tradycji.
W istocie jednak konserwatyzm nie tyle zmierza do pogodzenia skrajności,
ile proponuje całkowicie inny punkt widzenia kwestii politycznych.
Ogólnie rzecz biorąc, chodzi o to, iż podstawowe cele liberalizmu
i socjalizmu - wolność i tolerancję z jednej strony oraz redystrybucję
dóbr i egalitaryzm z drugiej - konserwatyzm traktuje jako wtórne
wobec celu zasadniczego, jakim jest stanie na straży państwa prawa
i jego autorytetu, a przez to zapewnienie trwałości wspólnocie.
Trudno odmówić słuszności wielu opiniom wygłaszanym przez Scrutona,
jednakże w chwilach, kiedy w swoich rozważaniach przechodzi od szczegółowych
problemów do całościowej wizji polityki konserwatywnej i jej uzasadnienia,
jego propozycje niebezpiecznie oddalają się od tak sławionej przezeń
naturalności i zdrowego rozsądku. Mając na uwadze przede wszystkim
wykazanie istotnej i nieprzekraczalnej różnicy między konserwatyzmem
a liberalizmem, autor niebezpiecznie zbliża ten pierwszy do ideologii
lewicowej, a punktem, w którym takie połączenie staje się możliwe,
jest powracająca w rozważaniach Scrutona krytyka konsekwencji wolnego
rynku, pojawiające się implicite wątki paternalistyczne oraz przekonanie
o nadrzędności państwa w stosunku do jednostki.
Kiedy Scruton deklaruje się jako wróg "konsumpcyjnego stylu życia",
wówczas jego konserwatyzm dziwnie przypomina lamenty nad upadkiem
naszych czasów zawarte w jednej z biblii nowej lewicy, Dialektyce
oświecenia Adorno i Horkheimera, gdzie role głównych wrogów ludzkości
odgrywają Kaczor Donald i John Wayne. Scrutonowskie analizy alienacji
i fetyszyzmu, prowadzone w zapożyczonej od Marksa terminologii,
zawierają sporo interesujących spostrzeżeń, jednak brakuje wystarczającego
uzasadnienia dla przyjęcia akurat tego systemu pojęciowego do opisu
stosunków we współczesnym społeczeństwie. Autor co prawda podkreśla
swój dystans w stosunku do konsekwencji płynących z Marksowskich
spekulacji, jednakże, przyjmując jego kategorie, nieuchronnie dochodzi
do podobnych wniosków. Rozważając - celowo bądź nie - sferę ludzkich
czynów i pragnień za pomocą schematu, który można by umownie określić
mianem "fałszywej świadomości", Scruton zbliża swój konserwatyzm
do programu zgoła nie konserwatywnej szkoły frankfurckiej.
Zaakceptowanie któregoś z wariantów doktryny fałszywej świadomości
ma doniosłe i niebezpieczne konsekwencje teoretyczne, prowadzi bowiem
do tego, iż w ramach charakterystyki społeczeństwa - która niepostrzeżenie
stała się już jego krytyką - podaje się w wątpliwość autonomię ludzkich
czynów. Dowodzi się wówczas, iż ludźmi kierują intencje heteronomiczne,
które - za sprawą zamazującej im "właściwy" obraz świata fałszywej
świadomości - błędnie uważają oni za autonomiczne, nie dostrzegając
zarazem prawdziwych celów, ku którym powinni dążyć. Dokonując owego
rozdwojenia, opisanego zresztą doskonale przez Isaiaha Berlina w
Dwóch koncepcjach wolności, można twierdzić, iż z tego, że ludzie
czegoś chcą, nie wynika, iż tego chcą "naprawdę", ponieważ racjonalna
analiza wykazuje, że powinni chcieć czegoś innego. Z wywodów Scrutona
wyłaniają się dwa typy ludzkie: wyhodowany przez liberalizm człowiek
konsumpcyjny rodem z Buntu mas Ortegi y Gasseta, który jest jedynie
jednostką i nie wie, czego powinien chcieć, oraz człowiek, który
"posiada", zamiast konsumować, przez co staje się podmiotem, osobą
realizującą się w ramach nie do końca jasnego "osobistego spełnienia".
Celem polityki konserwatywnej byłoby w takiej sytuacji przekształcić
jednostkę w osobę, pokonać alienację i rozdwojenie, a wreszcie zerwać
zasłonę fałszywej świadomości, uświadamiając człowiekowi jego prawdziwe
cele.
Pojawia się jednak w tym miejscu problem, z którym zawsze musi
się zderzyć tego rodzaju forma moralizatorstwa, niezależnie od tego,
czy kieruje nią lewicowy czy konserwatywny paternalizm: co zrobić,
jeśli jednostka nie chce być osobą, jeśli konsument chce pozostać
konsumentem? Chcąc być konsekwentnym, należałoby stwierdzić, iż
w takim razie nie wie, czego chce, albo raczej nie wie, czego powinno
się chcieć, ale na szczęście - jak w Marksowskiej eschatologii -
jest dobry filozof, który zaraz to wyjaśni. Dobrze, jeśli tylko
wyjaśni, co jednak, jeżeli zacznie wyzwalać na siłę? Należy przy
tym pamiętać, iż wszelkie teorie wykorzystujące omówiony tu schemat
fałszywej świadomości wikłają się w rozmaite trudności natury logicznej
i metodologicznej z uwagi na to, iż są wewnętrznie sprzeczne. Podsumowując,
marksistowskie narzędzia do egzegezy rzeczywistości to niebezpieczne
zabawki i choć niewątpliwie doskonale nadają się do walki z liberalnym
pojęciem wolności - a do tego właśnie użył ich Scruton - rodzą jednak
nieporównywalnie większe niebezpieczeństwa, z których podstawowe
polega na tym, iż próbuje się dowodzić ludziom, iż wie się od nich
lepiej, czego powinni chcieć i kim być.
Inne ryzykowne rozwiązanie zawarte w książce Scrutona polega na
tym, iż walcząc z liberalizmem, autor wynosi państwo ponad jednostkę,
czyniąc to za pomocą argumentacji bliskiej Fichtemu i Heglowi. Idea
państwa jako organizmu, jako osoby, przewijająca się przez książkę
Scrutona prowadzi do ryzykownej ontologizacji państwa, które - często
wbrew deklaracjom autora - opisywane jest jako ahistoryczny, wszechwiedzący
twór, niemal Hobbesowski Lewiatan, który pożarłszy wszystkie rozumy
i zgromadziwszy w sobie władzę oraz siłę większą niż każdy z obywateli
z osobna, wymaga od nich posłuchu i lojalności, będąc celem ich
działań i obiektem czci. Wizja konserwatysty przypomina w tych miejscach
najczarniejsze proroctwa zwolenników socjalistycznego totalitaryzmu
skrywanego pod eufemizmem welfare state. Scruton podkreśla, co prawda,
iż ustroje nieszanujące "naturalnego prawa" nie zasługują na podtrzymanie,
ponieważ jednak niejako programowo uchyla się od bliższej charakterystyki
tego prawa i jego podstaw, nie do końca wiadomo, o jakie ustroje
miałoby tu chodzić. W tym wypadku można dojść do wniosku, iż nie
tylko nie da się wykazać koniecznego związku konserwatyzmu z kapitalizmem
czy demokracją, co autor wielekroć podkreśla, lecz również nie da
się wykluczyć związku konserwatyzmu - przynajmniej w takiej wersji,
jaką proponuje Scruton - z komunizmem bądź inną formą totalitaryzmu.
Pomimo tych zastrzeżeń, które częściowo można by złagodzić, mając
na uwadze jawne dążenie autora do ukazania "ideologii" konserwatyzmu
i wyłożenia jej w porządku "dogmatycznym", bez filozoficznego uzasadnienia,
po pracę Scrutona należałoby sięgnąć przede wszystkim z uwagi na
zawartą w niej moc celnych spostrzeżeń ukazujących niewydolność
- a często wręcz szkodliwość i autodestrukcyjność - "technokratycznego,
zbiurokratyzowanego socjalizmu", który zdaniem autora panuje w większości
wysoko rozwiniętych krajów. System ten najłatwiej można by określić
mianem "cywilizacji erzacu" czy też surogatu, cywilizacji,
w której podróbka chce uchodzić i uchodzi za oryginał (sam Scruton
nie stosuje takich pojęć, oddają one jednak w pewnej mierze istotę
jego rozważań). Mamy więc erzac wolności w ramach rozrośniętego
państwa opiekuńczego, które nie posiadając już żadnego autorytetu,
funkcjonuje jako namiastka państwa. Mamy erzac prawa, będącego skutkiem
pozbawionej sensu i celu nadprodukcji ustaw, które jako surogat
regulacji jedynie ograniczają wolność. Mamy wszechobecny erzac równości,
który pod pozorem sprawiedliwości dokonuje namiastki redystrybucji
surogatu prywatnej własności, mamy też erzac sztuki, która uwolniwszy
się od umiejętności i zastąpiwszy talent buntem, nie jest dziś w
stanie wzbudzić nawet podróbki szacunku, a co najwyżej namiastkę
oburzenia. Mamy wreszcie erzac edukacji, gdzie ludzie będący zaledwie
namiastką fachowców usiłują reformować programy, stwarzając surogaty
dyscyplin naukowych w rodzaju przywołanej przez Scrutona fikcji
football studies czy całkiem realnych podróbek, jak choćby tak popularne
ostatnio gender studies.
Jeśli komuś mało tego konserwatywnego utyskiwania na modern times,
powinien czym prędzej sięgnąć po książkę Rogera Scrutona.
DAMIAN LESZCZYŃSKI, ur. 1972, dr filozofii, tłumacz. Stypendysta
Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Publikował w "Odrze", "Edukacji
Filozoficznej", "Życiu". Mieszka we Wrocławiu.
Możesz skomentować ten artykuł.
Kliknij tutaj.
POCZĄTEK
STRONY |