|
Zdarzenia-książki-ludzie
O potrzebie zachowania równowagi
Rafał Rutkowski
Adam Zagajewski, Obrona żarliwości, Wydawnictwo a5, Kraków 2002, ss. 186
Wydany ostatnio tom - drukowanych wcześniej na łamach "Zeszytów Literackich" - esejów i szkiców Adama Zagajewskiego Obrona żarliwości to erudycyjna, a przy tym bardzo osobista narracja o potrzebie zachowania przez współczesnych artystów chwiejnej równowagi w ukazywaniu przez nich w sztuce tego, co w świecie wielkie i piękne, i tego, co w nim przyziemne i groźne. Z tomu wyłania się ciekawy obraz kilku twórców (w tym samego Adama Zagajewskiego), którzy - niczym Herbertowski Pan Cogito - "idą przez świat zataczając się lekko".
Książkę otwiera esej Obrona żarliwości. Poeta przypomina w tym tekście - za Platonem i Simone Weil - że życie ludzkie jest wieczną wędrówką "pomiędzy naszą ziemią, naszym (jak sądzimy) konkretem, materialnym otoczeniem - a transcendencją, tajemnicą" (s. 15). Jednocześnie ubolewa nad tym, że twórcy kultury i sztuki (zwłaszcza literatury) XX wieku jakby zapomnieli o tej prostej prawdzie, faworyzując "jeden tylko etap (...) wiecznej, nigdy nie kończącej się wędrówki" (s. 14). Etap, na którym człowiek dostrzega jedynie materialny konkret, swoją fizyczność, ból, grozę egzystencji, cierpienie i rozpacz, nudę szarej codzienności. Współczesność nie chce pamiętać o tym - powiada Zagajewski - że oprócz tego, co konkretne, istnieje również to, co ponadjednostkowe, oprócz fizyczności - duchowość, oprócz bólu i grozy - radość i piękno, oprócz nudy zaś - żarliwość. Efektem zapatrzenia się dwudziestowiecznych twórców w to, co małe i mroczne, efektem odrzucenia przez nich tego, co wielkie i jasne - są ich ironiczne, a często i nihilistyczne dzieła, będące wyrazem duchowego skarlenia czy wręcz duchowej pustki. Właściwie wszystkie teksty zamieszczone w Obronie żarliwości pisane są przeciwko tego rodzaju dziełom.
O ile pierwszy tekst tomu jest przede wszystkim ogólnym rozpoznaniem współczesnej sytuacji kulturowej, jej diagnozą, o tyle tekst drugi - Uwagi o stylu wysokim - jawi się już raczej jako literacki manifest (chociaż sam autor Uwag twierdzi, że tekstu tego nie należy traktować ani jako manifestu, ani nawet jako diagnozy czasów, trzeba natomiast postrzegać go w kategoriach medytacji). Zagajewski dotyka w swoim eseju bardzo wielu problemów, z którymi boryka się współczesna literatura, nie starając się jednak ich usystematyzować. Używa przy tym obrosłych w ciągu wieków w najrozmaitsze sensy i znaczenia pojęć, takich jak "styl wysoki", "wzniosłość" czy "codzienność", nie troszcząc się o ich sprecyzowanie. W kwietniowym numerze "Znaku" z 2000 roku została opublikowana dyskusja na temat Uwag o stylu wysokim, zatytułowana Sztuka i dotkliwość świata, w której wzięli udział m.in. Mieczysław Porębski, Henryk Markiewicz, Ryszard Krynicki, Marian Stala1 . Niektórzy uczestnicy tej dyskusji zarzucali Zagajewskiemu brak precyzji czy nawet niefrasobliwość w operowaniu wspomnianymi pojęciami oraz zbytnie upraszczanie bardzo skomplikowanych problemów. "Zagajewski - twierdził Marian Stala - (...) znacznie ułatwia sobie sprawę, porządkując scenę współczesnej sztuki. Bo przecież nie jest tak, że można postawić obok siebie kwestię brzydoty, cierpienia, zła, a następnie zepchnąć je poza kategorię wzniosłości i poza kategorię stylu wysokiego, przekonując, że nie ma w tym nic interesującego. To kwestie nie tylko interesujące, ale i fundamentalne - bez nich nie wyobrażam sobie dyskusji o sztuce XX wieku"2 . Owo "porządkowanie", uproszczenie spraw bardzo złożonych, o którym mówił Stala, ma jednak swoje uzasadnienie, z czego nota bene krakowski krytyk doskonale zdawał sobie sprawę. Zagajewskiemu chodzi wszakże o to, by w jak najbardziej przekonujący i sugestywny sposób pokazać, że dwudziestowieczna literatura zachłysnęła się brzydotą, złem, cierpieniem, banalnością, nudą i coraz częściej, z coraz większym upodobaniem przemawia stylem przypominającym telewizyjny czy gazetowy bełkot. Coraz częściej także skłonna jest wyszydzać wszelkiego rodzaju wzniosłe idee i wysokie wartości, nie mając do zaproponowania nic w zamian. Autor Obrony żarliwości nie poprzestaje jednak jedynie na ukazywaniu dramatycznej sytuacji literatury, lecz apeluje (dlatego właśnie w Uwagach można dopatrzyć się swego rodzaju manifestu - tak właśnie potraktował go Stala) o styl wysoki. Czym miałby on być? Z jednej strony mówi Zagajewski, "styl wysoki bierze się z nieustannej rozmowy pomiędzy dwiema sferami: między sferą duchową (...) i - po drugiej stronie - strefą wiecznego praesens, naszą drogą, jedyną chwilą, szufladą czasu, w której przyszło nam żyć" (s. 41); z drugiej zaś strony dowodzi, że "tak naprawdę styl wysoki nie jest wcale ze swej natury "pośrednikiem" (...); styl wysoki rodzi się z odpowiedzi na rzeczy ostateczne, jest reakcją na tajemnicę, na to, co najważniejsze" (s. 41). Zarówno Zagajewski, jak i uczestnicy wspomnianej dyskusji sprzed trzech lat mają wielki problem z precyzyjnym zdefiniowaniem stylu wysokiego. Sądzę, iż kwestia, czym on tak naprawdę jest i jak konkretnie miałaby wyglądać postulowana przez poetę literatura "wysoka", nie jest aż tak ważna. O wiele ważniejsze jest to, że Uwagi o stylu wysokim to w istocie - widać to zwłaszcza w kontekście pierwszego eseju - apel do pisarzy (głównie poetów) o zachowanie chwiejnej równowagi w ukazywani w literaturze z jednej strony ludzkiej nędzy, z drugiej zaś - ludzkiej wielkości. W zamieszczonym w trzeciej części Obrony żarliwości eseju Przeciwko poezji, który niejako uzupełnia Uwagi o stylu wysokim, czytamy: "w poezji (...) musimy widzieć jasno i okrutnie komedię ludzką, próżność i głupotę naszych bliźnich i nas samych, ale nie wolno nam także pochopnie porzucać aspiracji do wyższego świata, wyższego porządku, choćby spektakl ludzkiego szaleństwa zniechęcał nas do tego poszukiwania. Nie brak nam świetnych sprawozdawców, przypominających o nędzy człowieka; mało kto chce równocześnie pamiętać o tym, co porywa nas w górę. I chodzi o to, by oba te spojrzenia stale sobie towarzyszyły" (s. 134).
Obrona żarliwości przynosi portrety kilku twórców (nie tylko poetów), w których dzieła owe "oba spojrzenia" na człowieka i świat zostały wpisane: Józefa Czapskiego, Zbigniewa Herberta oraz Czesława Miłosza.
Pierwszemu z wymienionych artystów został poświęcony najobszerniejszy w całym tomie tekst Piłowanie i błysk. W eseju tym Zagajewski wspomina swojego przyjaciela i mistrza, pisząc głównie o ostatnim okresie jego życia w Paryżu. Portret starego, ponadosiemdziesięcioletniego twórcy - świetnego malarza oraz autora esejów i wspomnień - jest poruszający. Piłowanie i błysk ukazuje Czapskiego przede wszystkim jako sędziego świata, jako kogoś, kto prowadzi śledztwo w sprawie istnienia. Nikt, kto znał Czapskiego - zapewnia Zagajewski - nie ma wątpliwości, że do ostatnich chwil swojego życia nie przestawał on osądzać rzeczywistości. Spotykając się w Paryżu z wieloma swoimi przyjaciółmi i wysłuchując ich rozmaitych opowieści (o polityce, historii, sztuce, banalnych zdarzeniach z życia codziennego), malarz gromadził argumenty świadczące o grozie czy przygodności bytu z jednej strony i jego pięknie, niezaprzeczalnej wspaniałości z drugiej. Przez całe swoje życie Czapski zbierał owe argumenty i przygotowywał się do wydania sprawiedliwego wyroku, który jednak nigdy nie zapadł. Nie mógł zapaść, ponieważ artysta ten do końca widział wyraźnie zarówno nędzę człowieka, jak i jego wielkość. Zagajewski buduje w swoim eseju metaforyczny portret Czapskiego-sędziego świata oczywiście w tym celu, by w sposób obrazowy pokazać człowieka, któremu obce są wszelkie skrajności i który - co najważniejsze - potrafi uniknąć jednostronnego, a więc niepełnego przedstawiania rzeczywistości w swojej sztuce: "jego późne krajobrazy, malowane wtedy, gdy zbliżał się już do dziewięćdziesiątego roku życia, osiągają tę jakość malarską, gdzie niepokój czy groza nie dadzą się oddzielić od pogody czy szczęścia nawet. Jego dziennik nosi ślady głębokich przeżyć, ślady zwątpienia i rozpaczy, ale także olśnienia, radości" (s. 93).
Zbigniewa Herberta, kolejnego ze swoich mistrzów, sportretował Zagajweski w eseju Początek wspomnienia. Autor Obrony żarliwości pisze o pierwszym, bardzo ważnym dla niego spotkaniu z Herbertem w gliwickim liceum, relacjonuje przebieg pewnej kolacji u Herbertów, opowiada o swojej wielkiej fascynacji osobą wygnańca ze Lwowa. W eseju Zagajewskiego Herbert jawi się - podobnie jak Czapski - jako człowiek umiejący i w swoim życiu, i w swojej sztuce zachować chwiejną równowagę. Dość często popada w stany depresyjne, potrafi jednak również być radosny, potrafi cieszyć się z życia. Twórczość Herberta odzwierciedla dwoistość jego natury: "Słyszymy u Herberta ironię, humor, jest tu owa humanistyczna serenitas, która tak rzadko zdobi współczesne dzieła literackie, ale jest i rozpacz, żałoba" (s. 99).
Właściwie identycznie jak z Czapskim i Herbertem - przekonuje Zagajewski - rzecz ma się z Miłoszem. Twórczości noblisty poświęcone zostały teksty Rozum i róże oraz Poezja i wątpliwość. Ważny jest zwłaszcza drugi z wymienionych esejów, w którym Zeszyty Ciorana (dziennik z lat 1957-1972) zostały zestawione z Pieskiem przydrożnym. Oba te utwory mówią z jednej strony o poezji (będącej synonimem piękna), z drugiej zaś o zwątpieniu (w różnego rodzaju idee i wartości). O ile jednak Piesek Miłosza "jest, ostatecznie, dziełem pogodnym, dziełem klasyka, który opanowuje grozę świata, nie zapominając o niej" (s. 144), o tyle dziennik Ciorana "to historia powolnego dławienia poezji przez wątpliwość, sceptycyzm" (s. 142). Zagajewskiego fascynują Zeszyty, które nie są tak mroczne, tak skrajnie pesymistyczne jak wcześniej wydane dzieła francuskiego eseisty (Na szczytach rozpaczy czy O niedogodności narodzin). Autorowi Obrony żarliwości trudno jednak do końca zaakceptować ten utwór, tak jak akceptuje dzieło Miłoszowskie, w którym równoważą się wspomniane wcześniej "oba spojrzenia" na człowieka i świat.
W pięciu ostatnich tekstach zamieszczonych w tomie (Koniec wakacji, Czy należy odwiedzać miejsca święte?, Inteligencki Kraków, Szary Paryż oraz Pisać po polsku) Zagajewski pisze o sobie i swojej twórczości. W esejach tych przedstawia siebie jako człowieka, który - wzorując się na swoich mistrzach - "idzie przez świat zataczając się lekko". Podróżując, odwiedza włoskie, ukraińskie, polskie i francuskie miasta. Dostrzega zarówno ich piękno, jak i brzydotę. Spogląda na nie przez pryzmat związanych z nimi, narosłych w ciągu wieków mitów i legend. Widzi jednak również brud na ich ulicach, zauważa ciemne zaułki, mało efektowne budynki oraz zamieszkujących je zmęczonych, zrezygnowanych ludzi. Pisze wiersze po polsku. Usiłuje kontynuować dokonania Herberta i Miłosza, wziąć na siebie polskie dziedzictwo - literackie i historyczne. "Jest sam; wypowiada radość albo smutek. Świadkami jego poszukiwań nie są ani urzędy paszportowe, ani uniwersyteccy specjaliści od gramatyki, tylko słońce i śmierć, dwie potęgi, którym, jak powiedział La Rochefoucauld, nie możemy patrzeć w twarz" (s. 183).
RAFAŁ RUTKOWSKI, doktorant w Zakładzie Teorii Literatury Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zajmuje się najnowszą polską literaturą i krytyką.
—————————————————————————————————
Przypisy:
1. Numer "Znaku", o którym mowa, zawiera również kilka innych tekstów, których autorzy próbują ustosunkować się do Uwag o stylu wysokim (zob. zwłaszcza Myśl wysoka - styl wysoki Krzysztofa Dorosza oraz Kwadratura koła Piotra Śliwińskiego).
2. Sztuka i dotkliwość świata, "Znak" nr 539, s. 42-43.
POCZĄTEK
STRONY |