|
JANINA SONIK
Do Kuby i
Michała
Piszę dlatego, że jestem
osobą, której Ty, Kuba - jak twierdzisz - nigdy nie spotkałeś. Mam
17 lat i - wyobraź sobie - mój nauczyciel jest dla mnie autorytetem...
Pomyślisz, że jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę. Ale ja nie
czuję się samotna!
Nie jestem ślepa: dostrzegam
panujący wokół strach, o którym pisze Michał. Boimy się. Fakt, że
ludzie po studiach, zdolni, ambitni, znający języki nie znajdują
pracy, nas przeraża. Widzę problemy, ale też widzę ludzi, którzy
z nimi walczą. Są nawet tacy, którzy je przezwyciężają. To chyba
dowód, że nie jest aż tak źle, jak piszecie. Koledzy, ja waszych
tez nie chcę zastępować własnymi, sielankowymi. Ja tylko mówię,
że istnieje druga strona medalu.
Nie mieliśmy (jeszcze
?) naszego przeżycia pokoleniowego, więc trudno nam znaleźć wspólne
autorytety. Nasze cele mogą się wydawać materialistyczne, gdyż nie
wyznajemy stworzonej przez siebie doktryny, nie dostrzegamy tego,
co nas łączy. I uczymy się podobno tylko po to, by osiągnąć sukces.
Wszystkim miałoby zależeć wyłącznie na szybkim, wymienialnym na
pieniądze sukcesie: Tomkowi, który pasjonuje się Rosją, Julce, która
kocha Afrykę, Weronice studiującej mitologie świata i całej mojej
klasie, która najchętniej w przyszłości zajmowałaby się badaniem
ludzkiego genomu. Tym wszystkim młodym ludziom, którzy istnieją,
których znam, zależeć by miało tylko na pieniądzach i wyrzekliby
się swoich pasji dla pieniędzy. Co za brednie!!!
Mnie się wydaję, że uczymy
się po to, by mieć coś do powiedzenia. Wchodzimy do zjednoczonej
Europy i chcemy innym dorównać. Może to zabawna motywacja, ale działa!
Młodzi Europejczycy są pod wrażeniem, bo znamy ich języki, znamy
ich literaturę i sztukę. I często jesteśmy od nich lepsi. Wyścig
szczurów? Tak, to jest wyścig szczurów. Czy jednak wolelibyście
selekcję na podstawie urodzenia, krwi, pochodzenia? A może na podstawie
majątku? Ostra konkurencja nie jest oczywiście idealnym sposobem
na wyławianie elit. Odpadają wrażliwi, ci którzy nie mają żelaznych
nerwów, często ludzie zdolni i mądrzy. To jest drastyczny konkurs.
Co robić? Utopia nie istnieje.
I ja czasem nie mam sił,
czasem się boję, ale nie jestem sama. W niedzielę chodzę do kościoła
wypełnionego młodymi ludźmi w moim wieku i myślę sobie: przyszłość
to my, wszystko zależy od nas! Trzeba chcieć, są ciężkie czasy,
trzeba nawet bardzo chcieć! Ale sama chęć nie wystarczy. Jesteście
żywymi przykładami tego, że same chęci nie wystarczą. Trzeba jeszcze
mieć nadzieję i wiarę, których Wam brak. Wiarę - także w samych
siebie, w swoje własne możliwości.
Mamy po dwadzieścia lat,
całe życie przed nami. Tyle szczytów do zdobycia, tyle do udowodnienia.
I już teraz, już na samym początku drogi chcecie rezygnować? A może
wcale nie chcecie rezygnować, ale w takim wypadku, dlaczego tak
narzekacie? Mówię to rodzicom, gdy rozprawiają o możliwym końcu
naszej cywilizacji: nie narzekajcie, tylko zróbcie coś! Dzisiaj
mówię to Wam, z przekonaniem, że zrobić coś możecie. Problemy są
po to, by je rozwiązywać. Duży mur to tylko dużo małych cegieł.
Nawet gdy jest to mur samotności i lęku. Weź przyjaciela na koncert,
innego na wystawę, kolejnemu wciśnij książkę do ręki...
POCZĄTEK
STRONY |
|
Co łączy nasze pokolenie?
Żaden nadrzędny cel, żadna doktryna, żaden nowy konkretny nurt filozoficzny.
Czemu? Bo nie postawiono nas w sytuacji Wielkiego Wyboru, który
by nas wszystkich połączył lub podzielił, ale jednoznacznie. Wszyscy
najprościej w świecie dążymy do dobrobytu, czyli chcemy móc "żyć
własnym życiem". Dla niektórych stało się to obsesją. Stają
się maszynami nauki, wyznawcami tego, co "trendy" - także
w sferze poglądów społeczno-politycznych. Zatracają - dążąc do sukcesu
- jakąkolwiek hierarchię wartości...
Ale jest też inna młodzież,
dyskretna, której nikt nie bierze pod uwagę, bo ona nie odczuwa
żadnej potrzeby hałaśliwego prezentowania swojego zdania. Opinia
mediów na ich temat jest im obojętna, są totalnie bezinteresowni.
Oni jeżdżą na pielgrzymki nie tylko przed maturą, nie "rzygają",
znają sens życia, aczkolwiek głośno o tym nie krzyczą. Jak zwykle,
ci najbardziej dyskretni są tymi, którzy robią najwięcej dobrego.
Są wolontariuszami, organizują akcje charytatywne, działają na własną
rękę, nie szukają poklasku. Równocześnie wiedzą, że muszą zdobyć
wykształcenie, by móc funkcjonować. Oni nie są samotni. Oni odnajdują
się w świecie, jaki im został "zadany". I to jest piękne!
Może to nie oni będą rządzić krajem, ale są i pozostaną tymi, na
których mogę polegać. Nasze pokolenie to nie tylko znane z artykułów
prasowych szablony młodzieży typowej.
Poza "dyskretnymi",
o których pisałam wyżej, są też blokersi i "zniechęceni",
których znamy. Ale istnieje jeszcze inna kategoria młodych. To ci,
którym naprawdę zależy. Mają czas na refleksję, na czytanie książek,
na chodzenie do kościoła, do teatru, na wykłady, na koncerty. Często
sami malują albo muzykują, śledzą życie kulturalne w swoich miastach.
To nie są ludzie, którzy "rzygają", nudzą się, którym
brak wewnętrznej dynamiki. O tej młodzieży, która chodzi na spotkania
z intelektualistami, jest otwarta na nowości, nie można powiedzieć,
że nie będzie kształtować przyszłości naszego kraju. Ja się naprawdę
na co dzień stykam z takimi ludźmi. Trudno mi sobie wyobrazić, żebyście
i Wy takich ludzi nie znali. Może ich nie bierzecie pod uwagę, bo
uważacie, że są w mniejszości? Ale to, moi drodzy, trzeba nazwać.
Trzeba sobie powiedzieć, że elity są zawsze w mniejszości.
Wróćmy teraz do problemu,
który nas poróżnił na wstępie, do problemu, od którego zaczęłam
ten list. Czy elitom młodzieżowym brak autorytetów? Nie. Brak im
wspólnych autorytetów. Nie mają się wokół czego skupić. Brak perspektyw
ideowych. To, z jednej strony, frustrujące, ale, z drugiej, normalne:
w wolnym kraju trudno o jeden wspólny cel, jakim była np. idea odzyskania
niepodległości. Tworzy się pustka, ale ta pustka nie dotyczy wszystkich.
P.S.: Na wypadek, gdyby
nie udało mi się przezwyciężyć waszego pesymizmu, dołączam na pocieszenie;)
Gdzie nie ma oaz, oazą ostrogi,
a wiatr gdzie palmą poruszyć nie może,
bo palmy nie ma,
tam oczy zwróciwszy do gwiazd,
wystarczy raz zawołać: Boże!
I wiedzieć, że jest w niebie step szczęśliwy.
Cyprian
Kamil Norwid
Janina
Sonik, ur. 1987.
|