|
kręgosłup moralny
LESZEK GALAROWICZ
Jako że
zaliczam się do ludzi, którzy "jeszcze kilku rzeczy nie olewają",
chciałbym dołożyć swoje trzy grosze do dyskusji o pokoleniu urodzonych
w 1984. Diagnoza kondycji naszego pokolenia przedstawiona w artykułach
Michała i Jakuba jest w dużej mierze prawdziwa. Choć zdarzają się
im uproszczenia i popadanie w skrajności. Na przykład "rzyganie
na wszystko" autorstwa Michała Godzica wydaje się nie tylko
niesmaczne, ale i nieuzasadnione. Trafna jest diagnoza Jakuba Lubelskiego,
że nasze pokolenie jest wewnętrznie zróżnicowane, nie wszyscy przecież
jesteśmy mutacjami dresiarzy czy blokersów. Zapewne ma on rację,
pisząc, że pokolenie to jest generacją ludzi samotnych, skoncentrowanych
na sobie, goniących za sukcesem, nie budujących prawdziwych więzi
międzyludzkich. Zgadzam się również z uwagami dotyczącymi kryzysu
autorytetów: rodziny, szkoły, religii. Przychylam się do "rzygania",
choć zachowuję w nim większy umiar niż Michał Godzic. Można zwymiotować
tandetą Barów, Frytek itp., ale nie wrzucałbym sztuki do tego samego
worka z kiczem i szajsem.
Jeśli
diagnoza postawiona przez autorów wydaje się słuszna, to recepty
na wyjście z kryzysu są albo u podstaw fałszywe (artykuł Michała
Godzica), albo nie trafiają w istotę problemu (tekst Jakuba Lubelskiego).
Pierwszy
z autorów występuje przeciw tradycji, autorytetom, i wartościom.
Michał pisze: "Jestem przeciwny akceptowaniu cudzych systemów
etycznych. (...) Jestem też naiwny bo wierzę w tworzenie własnych
wartości. Nie wierzę natomiast w możliwość posiadania kompletnego
światopoglądu, całościowego kręgosłupa moralnego. W żadnym momencie
życia (...). Trzeba wciąż otwierać się na świat, godzić paradoksy
i udoskonalać swoje zasady. Nie można zasłaniać się ideologią, naśladowaniem
autorytetu".
Pierwsze
nieporozumienie wynika z niewłaściwego rozumienia pojęcia "kręgosłupa
moralnego" i postawienia przez autora pozornego problemu "całościowego
kręgosłupa moralnego". Fundament moralny człowieka tworzą podstawowe
zasady moralne, którymi dana osoba się kieruje, np. Dekalog czy
przykazanie miłości bliźniego. Jest to tylko pewien grunt, na którym
należy budować swój system etyczny. Problem, który autor stawia
jest pozorny, gdyż kręgosłup moralny nie powinien być ani całkowicie
sztywny (czego obawia się autor), ani zupełnie giętki. Paradoksalnie,
powinien on być zarówno kompletny, zamknięty - w sensie niezmienności,
trwałości, jak i otwarty na nowe wartości (niesprzeczne z kręgosłupem)
oraz ich doskonalenie. Czy kręgosłup, w którym nieustannie wymieniane
byłyby kręgi utrzymałby człowieka w pionie? Część wartości moralnych,
tworzących moralną podstawę, musi być stałych, aby zapewnić człowiekowi
moralną równowagę. Zupełnie nie podzielam braku wiary autora w to,
że takiego szkieletu moralnego nie można stworzyć. Nawet, jeśli
będzie on niedoskonały i niekompletny, a taki zapewne będzie, to
warto go budować, żeby ciągle doskonalić się moralnie. Posiadanie
go jest konieczne do sensownego, autentycznego i przejrzystego życia
moralnego.
POCZĄTEK
STRONY |
|
Michał
panicznie boi się budowania systemu wartości na bazie "cudzych
wartości". Jestem ciekawy, z czego wynika jego strach przed
korzystaniem z tradycji np. myśli etycznej? Taka etyka wartości,
personalizm czy filozofia dialogu to całkiem niegłupie propozycje.
Nie chodzi przecież o bezmyślne ich naśladowanie, "zasłanianie
się ideologią", ale o refleksję i tworzenie własnego "kręgosłupa
moralnego" w oparciu o wiedzę, która jest nam dostępna. Chyba
lepiej korzystać z doświadczenia etycznego innych, niż udawać, że
oto nagle odkrywa się Amerykę i tworzy zupełnie nowe wartości. Michał
chciałby stworzyć nowe wartości z niczego. Taki postulat jest faktycznie
- jak słusznie zauważa sam autor - naiwny.
Bliższe
jest mi stanowisko Jakuba, który trafnie dostrzega upadek autorytetów,
relatywizację wartości i brak moralnego punktu odniesienia. Krytykuje
on też postawę odrzucania zastanych wartości i tworzenia nowych.
Zatrzymuje się jednak w połowie drogi, stwierdzając, że niemożliwe
jest, by każdy młody człowiek wchodzący w dorosłe życie miał "sztywny
kręgosłup moralny". Oczywiście, że nie każdy go będzie miał.
Jednak rzeczywisty problem dotyczy tego, czy młody człowiek w ogóle
będzie chciał stworzyć ten kręgosłup moralny, a jeśli tak, to jak
miałby on wyglądać.
Solidny
i trwały "kręgosłup moralny" jest niezwykle istotny, szczególnie
dla młodych ludzi. I nie chodzi wcale o to, by stawiać sobie przesadne
wymagania moralne, ale mieć kilka drogowskazów życiowych. Najlepiej
oprzeć je na przyrodzonym prawie moralnym, czyli podstawowych zasadach
moralnych, wspólnych wszystkim ludziom. Może je wyrażać ogólna zasada
czynienia dobra i unikania zła czy też imperatyw kategoryczny Kanta,
który mówi o tym, by postępować tak, abyśmy mogli chcieć, by nasze
uczynki stały się prawem powszechnym. Fundamentem, jak wspomniałem
wcześniej, może być również Dekalog czy przykazanie miłości bliźniego.
To byłby zarys kręgosłupa moralnego. Z niego wynikałyby bardziej
szczegółowe zasady postępowania.
Po pierwsze
warto by ograniczyć koncentrowanie się na sobie, swoich potrzebach,
pragnieniach, samorealizacji, a spróbować dostrzec drugiego człowieka
i pomyśleć również o jego dobru i szczęściu. Z odejściem od skupienia
na sobie wiąże się przywrócenie właściwego porządku wartości. Nie
chodzi mi o odrzucenie i potępienie przyjemności zmysłowej, cielesności
czy wartości utylitarnych, ale podporządkowanie ich wartościom duchowym,
które są bardziej trwałe, takim jak: miłość, przyjaźń, rodzina,
prawda itp. Wreszcie, istotne (choć niekonieczne) wydaje się dostrzeżenie
perspektywy Celu Ostatecznego, świadomość, że życie doczesne jest
pewnym etapem w życiu człowieka.
Nie dajmy
się nihilizmowi, pesymizmowi, narzekaniu na młode pokolenie, ale,
jak śpiewał Wojciech Młynarski, "Róbmy swoje!".
Leszek
Galarowicz (ur. 1979) studiuje polonistykę na UJ i filozofię w PAT,
działa w redakcji czasopisma "Patos". |