Strona główna Miesięcznika ZNAK

O co chodzi...

 SIW ZNAK

 E-MAIL

 

MARZEC 2005, NR 598




 

mało sie interesuję muzyką (fragment)

z KAZIKIEM STASZEWSKIM rozmawia KATARZYNA MAREK


W wywiadach przyznaje pan, że pańska publiczność wciąż młodnieje. Co takiego jest w tych tekstach i muzyce, że młodzi ludzie chcą ich słuchać?

KAZIK STASZEWSKI: To nie mój odbiorca młodnieje, tylko ja się starzeję. Gdy zaczynaliśmy swoją przygodę z występami publicznymi, słuchali nas rówieśnicy - studenci. Po latach staliśmy się niejako weteranami, a nasi słuchacze, znajdując w naszej propozycji coś wartościowego dla siebie, zaczynają na przykład przyprowadzać swoje latorośle, by się tym z nimi podzielić.

Wiele grup zaczynało karierę jako zespoły studenckie, jednak z upływem czasu i muzycy, i słuchacze dorastali, a nowe pokolenia nie interesowały się ich twórczością. Z Kultem stało się inaczej.

K.S.: Dlaczego mnie słuchają? Chyba z tego samego powodu, dla którego każdy w miarę inteligentny człowiek ma ochotę poświęcić swe pieniądze i czas, aby przyjemnie, a zarazem niegłupio się rozerwać. A że ja szanuję mojego słuchacza, to i on szanuje mnie.
Rozmawiałem niedawno z Piotrem Banachem z grupy Hey na temat marginesu kulturowego stanowiącego opozycję do tego, co się bełkocze i pokazuje w telewizji. Istnieją artyści - którzy, mimo że w mediach nie występują wcale lub pojawiają się tam bardzo rzadko - są w stanie przyciągnąć całkiem sporą publiczność. Dżem, Kult, Pidżama Porno, Indios Bravos i Wojciech Waglewski grają dla tych, którym nie wystarcza to, co serwuje się w mass mediach. Jesteśmy trochę jak moje ulubione chińskie napoje z galaretkami w środku, dostępne w bardzo niewielu sklepach - może ośmiu w całej Warszawie. Żeby je znaleźć, potrzeba sporo wysiłku. Tymczasem pepsi-colę i coca-colę z łatwością kupisz wszędzie.

Których muzyków naszego pokolenia lubi pan słuchać?

K.S.: Naszego? [Kazik wskazuje na siebie]

 

 

POCZĄTEK STRONY

 

 

Mojego. [wskazuję na siebie]

K.S.: A z jakiego jesteś rocznika?

Z 1983.

K.S.: Słuchaj, to dla mnie zupełny kosmos! Pamiętam niemal jak dziś mistrzostwa świata w piłce nożnej z 1982. Oglądaliśmy z Piotrem Wieteską mecz Polska-Peru i umówiliśmy się tak: jeśli Polacy strzelą bramkę, każdy z nas wypije po setce. Pech chciał, że strzelili pięć goli w drugiej połowie!.. Więc gdy mi mówisz, że się urodziłaś w 1983 roku, zupełnie się załamuję.
Właśnie pracuję nad muzyką do filmu i na tym poletku jest to moje rozprawiczenie. Tuż przed Wigilią zintegrowałem się przy wspólnej biesiadzie z chłopakiem, który gra tam główną rolę. Jemy tatara, sałatki, wódkę pijemy. W pewnej chwili rzucam pytanie: "Który ty jesteś rocznik?", a on mówi: "Osiem trzy". Po prostu odpadłem! A przecież mam asumpt do tego, by czuć się młodym.

To rzeczywiście straszne, ale czy na młodej scenie muzycznej są jacyś artyści, którzy mogliby przejąć pałeczkę po Kulcie i Dżemie?

K.S.: Generalnie mało się interesuję muzyką. Przez ostatnie dwa lata zajmowałem się swoją solową płytą. Pierwszą, którą zrobiłem samodzielnie od początku do końca. Byłem producentem, realizatorem dźwięku, aranżerem… Zajęło mi to masę czasu i skutecznie oderwało od słuchania czegokolwiek.

Czy pokoleniu obecnych dwudziestolatków w ogóle potrzebni są bardowie?

K.S. Myślę, że każdy człowiek, a szczególnie młody, potrzebuje autorytetu, prawd i miłości. Kogoś, na kim mógłby się oprzeć i kto pomógłby mu stawić czoło coraz groźniejszemu światu. To może być bard, to mogę być ja, albo, niestety, także Roman Giertych.


SIW ZNAK

E-Mail

Redakcja

Archiwum

Wydarzenia

Prenumerata

Aktualny numer

Bibliografia

© Copyright by Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK
Strona wykonana przez Akrateia Inc.