Przekaż 1% podatk ZNAK logo

O różnych godzinach

Taką wartością jest dla mnie – w zasadzie, teoretycznie – Bóg mojej wiary. W praktyce, poza wyjątkowymi chwilami, ma On mało wspólnego z tym, co wypełnia mój czas, z całą krzątaniną około tylu osób, rzeczy, przedsięwzięć i zamiarów.

Są w moim życiu rzeczy sprzeciwiające się związkowi z Bogiem. Inne sprawy i przeżycia mnie z Nim trwale wiążą. Ale ogromna większość moich trosk i radości – czy po prostu zajęć – zdaje się nie mieć z Bogiem nic wspólnego. Zapewne mają rację teologowie, którzy twierdzą, że wszystko ma z Bogiem najściślejszy związek. Cóż jednak z tego – skoro dla mnie ten związek jest czystą abstrakcją, skoro ja nim nie żyję. Czuję, że do Boga docieram tylko jakąś cząstką siebie. Moje życie z Nim jest mało intensywne, niedzielno-świąteczne. Drugie życie, codzienne, zajmujące 99 procent czasu, płynie obok Boga i to ono pochłania mnie prawie bez reszty. Wyrywam się z niego na krótkie spotkania z Bogiem, zwykle dopiero wtedy, gdy moje prawdziwe, codzienne życie staje się zbyt nieznośne.

Czy tak być musi? Czy człowiek wierzący musi prowadzić życie niejako podwójne – między Bogiem, a sprawami, jakie dzieli także z tymi, którym wiara jest obca?

  1.      Refleksja nad sprawami życia wewnętrznego dokonuje się zwykle za pomocą obrazów, porównań modeli. Szukamy ich, aby wyrazić to, co przeczuwamy – a potem te obrazy usamodzielniają się, zaczynają wpływać na nasze pojmowanie rzeczy.

Analizując kształt, orientację, ukierunkowanie życia często uciekamy się do modelu układu współrzędnych.

Bóg, nasz związek z Nim to współrzędna pionowa. Co stanowi drugą oś? Nie zawsze jest to wyraźnie określone. Linia pozioma bywała interpretowana jako linia „świata”, czyli tego, co trzeba porzucić, by iść ku Bogu. Dziś często nadaje się tej linii inny sens, bardziej pozytywny. Obok „linii Boga” drugą współrzędną wyznaczającą kierunek życia jest zaangażowanie na rzecz drugiego człowieka, bliźnich. To „linia naprawiania świata”, walki o sprawiedliwość, wyzwolenie, dostatek dla wszystkich.

Pomiędzy dwiema osiami takiego układu współrzędnych życie człowieka biegnie jako wypadkowa, uzależniona od dwóch przeciwstawnych przyciągań.

Jeśli tak, to powstaje pytanie: jakiej równowagi szukać? Ile Bogu, ile bliźniemu? I wątpliwości: czy zajmując się Bogiem powyżej przeciętnej, nie zaniedbujemy bliźniego? Czy kurczy się wtedy nasza obecność w sprawach ludzkich (czyli w sprawach tych, których kochamy)?

Zobacz także

Komentarze

ban707

Facebook

Newsletter

Zapisz się do newslettera
i odbierz kod rabatowy!

Najpopularniejsze